Mówimy 120 000 słów mniej każdego roku.
"To musi być błąd"
odparł prof. Matthias Mehl z University of Arizona, kiedy jego współpracowniczka Valeria Pfeifer pokazała mu najnowsze szacunki średniej liczby słów wypowiadanych w ciągu dnia.
Wychodziło mniej niż 13 000. W pracy Mehla z 2007 roku było to blisko 16 000.
Czy to
mało?
Tak.
Według szacunków autorów w 2005 roku wypowiadaliśmy niecałe 17 000 słów dziennie. Do 2019 roku ta liczba spadła o 28%.
Każdego roku mówiliśmy więc
o 338 słów dziennie mniej,
a po pomnożeniu przez wszystkie dni roku wychodzi, że z każdym kolejnym rokiem wypowiadaliśmy około 120 000 słów
mniej.
Do tego dodajmy, że badanie obejmowało dane z lat
2005–2019.
Jeśli tendencja się utrzymała, w 2026 roku może być jeszcze ciszej. Nowszych danych na razie nie ma.
Być może jednak łączna liczba słów, które sobie przekazujemy, została podobna, a zmieniło się tylko to, że zamiast je wypowiadać, wstukujemy je teraz palcami w ekran.
Nie możemy tego wykluczyć.
Słowo mówione niesie jednak coś więcej.
- Zawahanie
- Spontaniczność
- Ton
- Obecność
Według szacunków opartych na danych genetycznych ludzie mówią do siebie od co najmniej 135 000 lat. Pismo wymyśliliśmy około 5 000 lat temu.
Czyli że co, wszystkiemu winne są te smartfony?
Nie wiemy.
Badanie nie pokazuje przyczyn. To analiza danych zebranych do zupełnie innych pytań, a sam spadek naukowcy znaleźli przypadkiem.
Zamierzali powtórzyć analizę z pracy Mehla i współpracowników z 2007 roku, w której sprawdzano, czy kobiety mówią więcej niż mężczyźni.
Wynik dotyczący średniej liczby słów skradł jednak
całe show.
Spadek był jeszcze wyraźniejszy u osób poniżej 25. roku życia: około 450 słów dziennie z każdym rokiem.
Słów ubywało jednak także starszym. Według Mehla to znak, że działają tu szersze czynniki.
Trudno dziś powiedzieć, co z tej zmiany wynika.
Mehl stawia jednak dość smutną hipotezę:
Spadek liczby wypowiadanych słów może być cichym, ale obiektywnie mierzalnym sygnałem
epidemii samotności.
W świecie kas samoobsługowych i nawigacji GPS znikają drobne rozmowy: prośba do kasjera o pomoc albo kilka zdań z sąsiadem. Ich miejsce coraz częściej zajmują
ekrany.
Jak to zmierzono?
Dane pochodzą z 22 badań z lat 2005–2019. Wzięło w nich udział
2197 osób
w wieku od 10 do 94 lat z USA, Szwajcarii, Serbii i Australii.
Polaków nie badano.
Uczestnicy przez kilka dni nosili rejestrator, który sam włączał się zwykle kilka razy na godzinę i nagrywał krótki fragment dźwięku z otoczenia, np.
30 sekund co 12 minut.
Uczestnicy nie wiedzieli, kiedy dokładnie rejestrator ich nagrywa. Nie wiedzieli też, że nagrania posłużą do policzenia wypowiadanych słów, bo tego w sumie nie wiedzieli nawet sami naukowcy, o czym przeczytacie wyżej.
Z nagrań spisywano wyłącznie wypowiedzi uczestnika, a średnią liczbę słów na nagranie przeliczano na cały dzień, zakładając
17 godzin czuwania
(16 u osób poniżej 18 lat).
Na jedną osobę przypadały średnio niecałe
3 godziny nagrań
z ok. 46 godzin noszenia rejestratora.
Oczywiście nikt nie był nagrywany przez
14 lat.
Porównywano różne osoby z różnych badań, prowadzonych w zupełnie innych celach, m.in. z udziałem par zmagających się z rakiem piersi, osób w trakcie rozwodu, studentów i seniorów. Skład grup zmieniał się więc z roku na rok, co może wpływać na wynik.
Czy to znaczy, że sprawa jest zamknięta?
Nie.
Potrzebujemy oczywiście więcej badań w tym temacie. Za tym, że coś jest na rzeczy, przemawiają jednak również inne dane.
W amerykańskich badaniach budżetu czasu, w których ludzie zapisują, jak spędzili dzień, czas spędzany z przyjaciółmi spadł w latach 2003–2024
o ponad połowę.
Według innej analizy osoby w wieku 15–25 lat poświęcały w 2017 roku na spotkania twarzą w twarz w czasie wolnym
o 21–23 minuty dziennie mniej
niż w 2003. To inna metoda i trochę inne pytanie, ale obraz się zgadza.
Źródło:
Pfeifer, V. A., & Mehl, M. R. (2026). Sliding into silence? We are speaking 300 daily words fewer every year. Perspectives on Psychological Science, 21(4), 447–449. doi.org/10.1177/17456916261425131